Jestem introwertyczką.
Mam cholerne problemy z asymilowaniem się z innymi.
Ludzie w większości przypadków mnie irytują i nie umiem się z nimi porozumieć. Albo raczej sama stwarzam sobie takie sytuacje, w których czuję się jeszcze bardziej wyobcowana, aby mieć dowód, że nie nadaję się do kontaktu z innymi.
Bardzo dużo czasu spędzam sama, a spotkania w większym gronie są dla mnie uciążliwe. Boję się ich i unikam jak ognia. Nie cierpię poznawać nowych osób. Nienawidzę ciszy, która zapada podczas rozmów. Trudno mi rozpocząć jakikolwiek temat i zawsze mi ich brakuje. Za to w mojej głowie, gdy tylko pomyślę o rozmowie z kimś, pojawia się milion rzeczy, o których chciałabym opowiedzieć, zapytać.
W cztery oczy z moich ust wylatują tylko świerszcze, głos cichnie i staję się nieśmiała.
No i nie lubię tego wszystkiego, bo się boję, że nowi ludzie mnie nie polubią, a starzy znajomi znielubią. Takie przypadki zdarzają się na świecie nadzwyczaj często, a ja mogę być jednym z nich, jeśli trochę mniej się zacznę kontrolować.
I myślę, że moja introwertyczna natura nie przeszkadzałaby mi, gdyby nie jeden mały szkopuł. Szkopulik. Cudowne słowo.
Do rzeczy.
Gdy tak siedzę samotnie w moim cichym pokoju, który tak bardzo lubię i czytam wiadomości od osób, które nie spędzają czasu w swoich pokojach, bo właśnie żyją, smutno mi. Przesiąkam uczuciem zmarnowanego dnia, tygodnia i roku tak mocno, jakbym była metalem pożeranym przez rdzę.
Człowieku introwertyku,zrób jakiś ruch, którego nigdy byś nie zrobił. Wyjdź z domu i poznaj tę grupkę nowych ludzi. Pójdź na spotkanie sam. Jesteś w tej chwili krok do przodu, bo oni cię jeszcze nie znają i nie dopiero mogą wyrobić sobie zdanie na twój temat. Nie to co twoi znajomi, którym bałeś pokazać się na samym początku i teraz znają cię jako tę cichą i zamkniętą w sobie osobę. A powiedzmy sobie szczerze, że to pewnie tylko pozory. W rzeczywistości masz głowę pełną pomysłów, jesteś kreatywny. Chciałbyś się dzielić tym, co myślisz z innymi. Lubisz głośno się śmiać, zachowywać spontanicznie i kiedy mówisz o czymś z pasją, nikt nie potrafi oderwać się od ciebie.
To nie ludzie cię blokują, to ty sam mój drogi introwertyku. Jeśli tylko masz szansę, wykorzystaj ją.
Nigdy nie jest za późno, żeby pokazać innym siebie takim, jakim się jest.
Naprawdę, to tylko wydaje się być trudne. A jeśli nie wykorzystasz tej szansy będziesz żałować. I uczucie, że nikt nie wie, jaki naprawdę jesteś wróci ze zdwojoną siłą.
3 sie 2016
2 sie 2016
Lubię jak pisze
Cokolwiek
Kilka zdań, krótkich, bez sensu.
Bo lubię ten stan niestałego szczęścia
Cieszenia się z każdej litery.
I uczucie zmiętej kartki gdzieś w środku mnie
Gdy piszę ja.
Cokolwiek
Kilka zdań, krótkich, bez sensu
Głupiutkich.
Byleby tylko otrzymać znów jakąkolwiek odpowiedź.
***
Piszę bzdury.
Przepraszam, są okropne.
Nie czytaj, zamknij oczy.
Lub nie.
Ja je zamknę, będę udawać, że nie wysłałam tego.
A ty czytaj.
I nie kończ.
Jeszcze nie teraz.
Jest 23:53
Cokolwiek
Kilka zdań, krótkich, bez sensu.
Bo lubię ten stan niestałego szczęścia
Cieszenia się z każdej litery.
I uczucie zmiętej kartki gdzieś w środku mnie
Gdy piszę ja.
Cokolwiek
Kilka zdań, krótkich, bez sensu
Głupiutkich.
Byleby tylko otrzymać znów jakąkolwiek odpowiedź.
***
Piszę bzdury.
Przepraszam, są okropne.
Nie czytaj, zamknij oczy.
Lub nie.
Ja je zamknę, będę udawać, że nie wysłałam tego.
A ty czytaj.
I nie kończ.
Jeszcze nie teraz.
Jest 23:53
31 lip 2016
657000 godzin
Życie to podróż. Zaczynasz podróżować nawet jeszcze wtedy, gdy nie jesteś pełnoprawnym obywatelem planety Ziemia. Twoja wielka przygoda rozpoczyna się w chwili, gdy dwie przypadkowe komórki, wysłane w swoim kierunku (niekoniecznie z rozmysłem), łączą się. I w takiej chwili bum! Energia, która dotąd spała niezmąconym snem, krążąc ze spokojem po kosmosie zostaje zamieniona w coś czego się nie spodziewała. To ty. Twój zegar właśnie zaczyna tykać. Zostało ci statystycznie 657000 godzin zanim znów przestanie działać.
Na samym początku każdy z nas otrzymuje po tyle samo, czyli możliwość stworzenia swojej własnej historii i pójścia swoją własną ścieżką. Różnimy się od siebie tylko statusem społecznym (bo niestety tego, gdzie odrodzi się nasza energia nie mogliśmy wybrać), a tym samym - ilością środków pozwalających na uczynienie tej największej z największych, najbardziej znaczącej podróży jak najlepszą.Wiele ludzi skupia się na tej materialnej sferze, całkowicie skreślając wszystko to, co jest poza pieniędzmi i wysoko postawioną rodziną. Bo skoro Marek od dziecka jeździ w każde wakacje z rodzicami na Ibizę właśnie dzięki temu, to jak niby zwykłej Marcie ma się to udać, skoro nawet nigdy nie była na kolonii?
Spędzamy całe życie w tym samym miejscu, szufladkując się. Podróże należą się bogaczom. Zakazane miasta mogą zwiedzać tylko ci, którzy zarabiają ponad średnią krajową, a na wczasy w Tajlandii stać jedynie utalentowanych piłkarzy. Ja, Marysia pracująca na kasie w osiedlowym 'Groszku' nie mam co o tym marzyć. Jak dobrze pójdzie, w tym roku pojadę nad morze. A jeśli nie...ile razy spędzałam wakacje pracując dorywczo jako kelnerka?
Dzień po dniu, rok po roku upływa życie. Każdego ranka ta sama rutyna. Śniadanie, obiad, kolacja. Noc się kończy, wstaje nowy dzień, ale jest on bliźniaczo podobny do wczorajszego. Zawsze to samo. Czasami kawka u znajomej. A gdy w skrzynce znajduje się ulotkę z biura podróży, przez głowę przemyka myśl, że jakie to niesprawiedliwe. Ona, Marysia musi tak ciężko pracować, a ta podła Magda znów dodała na facebooku zdjęcie z Egiptu.
Tik-tak,tik-tak,brzdęk. Zegar zatrzymał się nagle, poszła w nim sprężynka. Energia wzdycha ciężko i z radością zamyka oczy. To była bardzo nudna podróż, prawie nic ciekawego w niej nie zobaczyła, w dodatku cały czas czuła jakieś złe fale niezadowolenia i zazdrości. Tego już często nie mogła wytrzymać. Teraz, znów wysłana w kosmos oddycha spokojnie. Może następnym razem zostanie obudzona z jakiegoś ważnego powodu. Ostatnie wiele godzin było dla niej bardzo męczących.
Marysia jest bohaterką dnia codziennego. Powiedzmy sobie szczerze - znamy takich setki. Są w naszej rodzinie, sąsiedztwie, mieście. Wszędzie. Widujemy je codziennie, wiedząc, że są właśnie takimi osobami, nawet, jeśli nie zamieniliśmy z nimi żadnego słowa.
Marysia się nie odważyła. Zrzuciła wszystko na rząd i niesprawiedliwość świata. Ale przecież świat nigdy nie był i nie będzie sprawiedliwy, zawsze ktoś będzie bardziej pokrzywdzony od innych. Wszędzie musi panować równowaga, to taka nieopisana zasada. Cierpienie i smutek są nieodłączną częścią naszego życia, którą należy zaakceptować, nauczyć się z nią żyć. Ale nie można pozwolić się sparaliżować na 657000 godzin tylko dlatego, że urodziliśmy się na złym piętrze, nie w tym mieście czy kraju.
Przeczytałam kiedyś w książce Cejrowskiego, że aby wybrać się w pierwszą podróż, sprzedał lodówkę. Od tamtej chwili jest to po części moje życiowe motto. Że jeśli się bardzo czegoś chce, człowiek zrobi dosłownie wszystko, złamie wszystkie z góry ustalone, bzdurne zasady i dokona tego CZEGOŚ.
Nie łatwo mi pisać ten tekst, gdy na tę chwilę sama jestem Marysią, która nawet jeszcze nie ma prawa podjęcia jakiejkolwiek pracy. Tyle, że z całych sił wierzę, że jeśli będę nadal wierzyć tak bardzo mocno, moje życie potoczy się całkowicie inaczej. Jeszcze nie wiem czy sprzedam lodówkę, czy całe wyposażenie mieszkania, ale zrobię wszystko, by moja podróż skończyła się w inny sposób. Nie chcę wybiegać myślami zbyt daleko w przyszłość, bo w tej chwili liczy się chwila obecna. Jeśli jednak napotkam na swojej drodze coś, co pozwoli mi osiągnąć cel, wykorzystam to. Nie mam zamiaru marnować swojej energii i ruszyć się z miejsca, w którym jestem dopiero, gdy mój zegar się zatrzyma. Skoro innym się udaje, dlaczego nie mi? Nie wierzę, abym miała aż takiego pecha. Wierzę w siebie. I swoje cele.
Na samym początku każdy z nas otrzymuje po tyle samo, czyli możliwość stworzenia swojej własnej historii i pójścia swoją własną ścieżką. Różnimy się od siebie tylko statusem społecznym (bo niestety tego, gdzie odrodzi się nasza energia nie mogliśmy wybrać), a tym samym - ilością środków pozwalających na uczynienie tej największej z największych, najbardziej znaczącej podróży jak najlepszą.Wiele ludzi skupia się na tej materialnej sferze, całkowicie skreślając wszystko to, co jest poza pieniędzmi i wysoko postawioną rodziną. Bo skoro Marek od dziecka jeździ w każde wakacje z rodzicami na Ibizę właśnie dzięki temu, to jak niby zwykłej Marcie ma się to udać, skoro nawet nigdy nie była na kolonii?
Spędzamy całe życie w tym samym miejscu, szufladkując się. Podróże należą się bogaczom. Zakazane miasta mogą zwiedzać tylko ci, którzy zarabiają ponad średnią krajową, a na wczasy w Tajlandii stać jedynie utalentowanych piłkarzy. Ja, Marysia pracująca na kasie w osiedlowym 'Groszku' nie mam co o tym marzyć. Jak dobrze pójdzie, w tym roku pojadę nad morze. A jeśli nie...ile razy spędzałam wakacje pracując dorywczo jako kelnerka?
Dzień po dniu, rok po roku upływa życie. Każdego ranka ta sama rutyna. Śniadanie, obiad, kolacja. Noc się kończy, wstaje nowy dzień, ale jest on bliźniaczo podobny do wczorajszego. Zawsze to samo. Czasami kawka u znajomej. A gdy w skrzynce znajduje się ulotkę z biura podróży, przez głowę przemyka myśl, że jakie to niesprawiedliwe. Ona, Marysia musi tak ciężko pracować, a ta podła Magda znów dodała na facebooku zdjęcie z Egiptu.
Tik-tak,tik-tak,brzdęk. Zegar zatrzymał się nagle, poszła w nim sprężynka. Energia wzdycha ciężko i z radością zamyka oczy. To była bardzo nudna podróż, prawie nic ciekawego w niej nie zobaczyła, w dodatku cały czas czuła jakieś złe fale niezadowolenia i zazdrości. Tego już często nie mogła wytrzymać. Teraz, znów wysłana w kosmos oddycha spokojnie. Może następnym razem zostanie obudzona z jakiegoś ważnego powodu. Ostatnie wiele godzin było dla niej bardzo męczących.
Marysia jest bohaterką dnia codziennego. Powiedzmy sobie szczerze - znamy takich setki. Są w naszej rodzinie, sąsiedztwie, mieście. Wszędzie. Widujemy je codziennie, wiedząc, że są właśnie takimi osobami, nawet, jeśli nie zamieniliśmy z nimi żadnego słowa.
Marysia się nie odważyła. Zrzuciła wszystko na rząd i niesprawiedliwość świata. Ale przecież świat nigdy nie był i nie będzie sprawiedliwy, zawsze ktoś będzie bardziej pokrzywdzony od innych. Wszędzie musi panować równowaga, to taka nieopisana zasada. Cierpienie i smutek są nieodłączną częścią naszego życia, którą należy zaakceptować, nauczyć się z nią żyć. Ale nie można pozwolić się sparaliżować na 657000 godzin tylko dlatego, że urodziliśmy się na złym piętrze, nie w tym mieście czy kraju.
Przeczytałam kiedyś w książce Cejrowskiego, że aby wybrać się w pierwszą podróż, sprzedał lodówkę. Od tamtej chwili jest to po części moje życiowe motto. Że jeśli się bardzo czegoś chce, człowiek zrobi dosłownie wszystko, złamie wszystkie z góry ustalone, bzdurne zasady i dokona tego CZEGOŚ.
Nie łatwo mi pisać ten tekst, gdy na tę chwilę sama jestem Marysią, która nawet jeszcze nie ma prawa podjęcia jakiejkolwiek pracy. Tyle, że z całych sił wierzę, że jeśli będę nadal wierzyć tak bardzo mocno, moje życie potoczy się całkowicie inaczej. Jeszcze nie wiem czy sprzedam lodówkę, czy całe wyposażenie mieszkania, ale zrobię wszystko, by moja podróż skończyła się w inny sposób. Nie chcę wybiegać myślami zbyt daleko w przyszłość, bo w tej chwili liczy się chwila obecna. Jeśli jednak napotkam na swojej drodze coś, co pozwoli mi osiągnąć cel, wykorzystam to. Nie mam zamiaru marnować swojej energii i ruszyć się z miejsca, w którym jestem dopiero, gdy mój zegar się zatrzyma. Skoro innym się udaje, dlaczego nie mi? Nie wierzę, abym miała aż takiego pecha. Wierzę w siebie. I swoje cele.
Subskrybuj:
Posty (Atom)